poniedziałek, 14 grudnia 2015

[Zła Strona] ~Amande~ Wszystko przepadło

Bieg. Szaleńczo stawiane kroki i krótkie oddechy. Ślady na ziemi, rozmazane ale miarowe. Tak bardzo do tego przywykłam. Wszystko zmieniło się jednego dnia, jednego wieczoru gdy straciłam kontrolę. Chociaż bardzo bym tego pragnęła, nie potrafię cofnąć czasu.
Miejsca, które kiedyś były mi bliskie i sprawiały, że w sercu gościł spokój teraz były obce i stały się moją pułapką. 
Uciekaj.
Krzyczało coś w mojej głowie, a głos przeszywał mnie strachem, a ból był tak wielki, że traciłam zmysły.  Rozejrzałam się wokół. Zamkowy ogród wiał pustką. Wcześniej kwitnące krzewy pokryte były szronem, a gałęzie były wręcz rozpaczliwie gołe. Kwiaty zazwyczaj cieszące oko teraz były uschnięte i kruszyły się na zamarzniętą ziemię. Nawet nie poczułam, że chłód pochodzi ode mnie. Spojrzałam na swoje ręce. Lśniły bladym światłem, a były pokryte krwią. Tak samo jak moja suknia, wcześniej śnieżnobiała, teraz w szkarłatne plamy. Wyglądałam jak z najgorszego koszmaru, może dlatego, że właśnie go śniłam. A ten sen był prawdą. Usłyszałam zgrzyt metalu i szelest chóru kroków, krzyki. To straż nadworna. Dlaczego jednak biegli w moją stronę. Kiedy wypadli z zamku, spostrzegłszy mnie okrążyli, tak jak nie raz widziałam to na treningach mojego brata.
-O co chodzi? – zapytałam niepewnie robiąc krok do tyłu, a za sobą miałam tylko metr.
-Dobrze ci radze wiedźmo, poddaj się – krzyknął strażnik z przodu pokazując na mnie srebrzystą klingą miecza. Chciałam zapytać o co mu mu chodzi, dlaczego to robią… co ja zrobiłam. W głowie jednak zawitał znowu ten sam głos. Tak samo mocny i stanowczy jak wcześniej.
Uciekaj.
Jeden impuls przeszył całe moje ciało zatrzymując na ułamek sekundy bicie serca.
Dlaczego mnie nie słuchasz głupia dziewucho?!
Nikt nie słyszał tego wrzasku, choć potem sama wydobyłam z siebie ryk o jaki nigdy bym się nie podejrzewała. Ból jaki, czułam nie był fizyczny. Nie wiem czy ludzie są tego świadomi jak to jest, kiedy dusza rozrywa się na pół, kiedy własna głowa odmawia posłuszeństwa, a to co tak bardzo starałeś się powstrzymać zamyka cię w klatce i możesz tylko patrzeć. Robisz rzeczy, których nie pamiętasz a nie są one dobre. Nigdy nie były. Kiedy cały czas coś szepcze ci co masz robić, nakazuje, oprawia o ból miesza w głowie. Kiedy prowadzi monologi nie dając zasnąć, nie dojąc o sobie zapomnieć. Najgorsze jest jednak to, że w tej walce jest się samemu. Nikt tego nie słyszy. Cichego jedwabistego szeptu zmieniającego wszystko.
Dlatego właśnie jedyną rzeczą jaką jestem sobie w stanie przypomnieć jest bieg, jednostajny krzyk w mojej głowie.
Uciekaj.
Na mojej szacie pojawiło się więcej plam krwi, również mojej.
„Dlaczego?” Do oczu napłynęły mi łzy. Bezsilność. Przed oczami miałam twarze strażników w momencie gdy straciłam kontrole – nie żył. Wtedy zaczęła się pogoń, a ja nawet nie wiedziałam dokąd mam się udać.
Zabiłaś króla.
Wysublimowany szept przesiąknięty zawiścią rozbrzmiał w samym środku mojej głowy, a serce znowu zatrzymało się na chwile, by potem ruszyć szaleńczym rytmem.
Musiałam się zatrzymać i oprzeć o najbliższe drzewo. Wtedy usłyszałam za sobą . Musiałam jednak złapać oddech.
- Nie mogłam tego zrobić… mój ojciec… - po policzku spłynęła mi łza i gdybym mogła tylko zignorować nagły skurcz mięśni nakazujący dalszy wysiłek, zrobiłabym to . Ryzyko było zbyt jednak wielkie. Musiałam uciec. Nigdy też nie wracać. Jestem potworem, nie mogę już nikogo skrzywdzić.
Oh, głupiutka mała Lu, nawet nie wiesz jak bardzo jesteś słaba.
Kolejny szept odebrał mi zmysły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz