czwartek, 10 grudnia 2015

[Dobra strona] ~Lider~ Kevin - W dzieciństwie

Mieliśmy wtedy po 4 lata. Ja, Amande i Joshua zawsze spędzaliśmy czas razem na wspólnej zabawie. Uwielbialiśmy bawić się w chowanego, a już zwłaszcza, w królewskich ogrodach. Wielki łuk z winorośli zdobił wejście, w którego centrum stała przepięknie zdobiona, w małe figurki aniołków, fontanna. Po prawej stronie od wejścia rosły przeróżne krzaki, kwiaty i inne rośliny, których nie potrafiłem, i do dzisiaj nie potrafię, rozróżnić. Ścieżki wyłożone były białym marmurem. Po lewej stronie był dosyć duży labirynt, wysoki na trzy metry. Znajdowała się tam też moja ulubiona kryjówka, za altaną oplecioną pnączami róży. Nikt nie mógł mnie tam znaleźć, a raz, sam się tam zgubiłem. Płakałem wtedy prawie do wieczora, dopóki Joshua mnie nie zlokalizował. Do dziś jestem mu za to wdzięczny, bo chyba nigdy bym się stamtąd nie wydostał. Amande zaś, często chowała się przy fontannie, która stała po środku ogrodów. Uwielbiała bawić się wodą. Zawsze bardzo ją ona ciekawiła, szczególnie to jak się zachowywała pod wpływem dotyku, wiatru i czy choćby spadających na nią kropel. Nigdy nie zwracałem na to większej uwagi. Lecz gdybym wtedy wiedział co miało się później wydarzyć, na pewno nie pozwoliłbym jej zbliżyć się do fontanny. Wszystko było w porządku, do czasu, kiedy do niej wpadła. W tamtym momencie usłyszeliśmy pisk, a kilka sekund po tym, chlupot wody. Natychmiast pobiegliśmy w tamtym kierunku. Fontanna była dosyć głęboka, a woda w niej, wcześniej przejrzysta, zmętniała. Joshua już miał tam wskoczyć, jednak nagły wytrysk wody odepchną nas na o parę metrów. Pozbierałem się czym prędzej aby zobaczyć co się stało. Byłem wstrząśnięty, nie potrafiłem sobie wyjaśnić, dlaczego coś takiego miało miejsce, bałem się, że moja siostra już nie żyje. W fontannie nie było ani kropli wody, nie było tam również żadnej dziewczynki. Naprawdę nie wiedziałem co się dzieje. Po chwili poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu. Obróciłem się i zobaczyłem bladą twarz chłopaka patrzącą ku niebu. Upadłem na ziemię, kiedy zobaczyłem wielką kulę wody, która unosiła się ponad nami. To stanowczo nie było normalne, a wręcz niemożliwe. Nie minęła chwila, a wybuchła oblewając całą najbliższą okolice. Kiedy otarłem oczy zobaczyłem jak moja siostra powoli opada z miejsca gdzie jeszcze przed momentem znajdowała się wodna anomalia. Joshua złapał ją i ułożył na ziemi. Amande jakby wyrwana jedynie z delikatnej drzemki, była chyba niczego nie świadoma. Otworzyła oczy i zaśmiała się do nas pytając, czemu mamy takie miny i z jakiego powodu jesteśmy cali mokrzy.
Choć wtedy o tym nie wiedziałem, mój ojciec obserwował to wszystko przez okiennice zamku. Gdy wróciliśmy do swoich komnat natychmiast przyzwał mnie i mojego przyjaciela. Moja siostra została u siebie, wydaje mi się, że król nie chciał by uczestniczyła w tej rozmowę. Wiedziałem, że szykuje się długi wykład. Ech, „wykłady” mojego ojca, które trwały nie raz i dwie godziny, były... no po prostu nie ma nic lepszego na świecie! Ku naszemu zdziwieniu nie zganił nas jednak, zwrócił jednak uwagę byśmy bardziej uważali. Zdaje się, że próbował nam coś przekazać, wtedy jednak nie rozumiałem a w mojej głowie kłębiło się bardzo wiele pytań. Nigdy ich jednak nie zadałem, czego teraz żałuje.
Po tym incydencie, ja i Joshua, trzymaliśmy Amande jak najdalej od tej felernej fontanny. Zaczęliśmy za to bawić się w lesie - biegać, zbierać owoce. Pewnego razu Joshua wspiął się na drzewo i przyniósł nam kilka jabłek oraz małą wiewiórkę. Daliśmy małemu zwierzątku malinkę i puściliśmy wolno, ta jednak łasa na jedzenie - wracała. Od tamtej pory zawsze przychodziliśmy w tamto miejsce i bawiliśmy się razem z nią. Amande, choć błędnie, mówiła na nią skunks. Nie dlatego, że śmierdziała, miała po prostu biały pasek na grzbiecie jak u takich zwierzaków. Nie miałem serca ani na tyle cierpliwość by tłumaczyć jej, że się myli. Ten mały "skunks" zawsze czekał na nas pod bardzo trudno dostępnym drzewem. Prowadziła do niego droga przez cierniowe zarośla, które nieraz sprawiły nam kilka małych ran. Pewnego dnia mała księżniczka postanowiła pokazać zwierzątku siebie w bardzo ładnej sukni. Oczywiście odradzałem jej to, ale ona ,uparta, nie chciała mnie posłuchać. Fioletowa suknia z falbankami, uszyta z jedwabiu, miała niewiarygodną tendencje do prucia się. Zwłaszcza pod wpływem cierni. Gdy znaleźliśmy się pod zaroślami mogłem poprosić Joshua'e aby przyniósł nam wiewiórkę.  Argh! Weszliśmy między ciernie osłaniając Amande i jej suknie przed uszkodzeniem. Niestety, malutka gałązka, ostra jak tasak, zahaczyła suknie mojej siostry. Nigdy nie widziałem takiej wściekłości. Na początku zaczęła krzyczeć tak głośno, że chyba cała leśna zwierzyna jak najszybciej opuścić las. Podszedłem do niej starając się ją uspokoić, ale jej oczy... Jej oczy były całe białe, pozbawione źrenic i tęczówki. Nim zdążyłem zareagować ona zapłonęła żywym ogniem. Jego języki lizały wszystko dookoła. Myślałem, że wszyscy spłoniemy. Ale ogień nie zajmował drzew i krzewów. Po chwili zniknął, a moja siostra upadła na ziemię. Kiedy się obudziła, nic nie pamiętała, tak samo jak przy incydencie z fontanną. Mój ojciec również nic  by się nie wiedział, gdyby nie jakaś kobieta, która widziała nas i powiedziała mu o wszystkim.
Lata mijały nam na osobności, ja i Joshua na walce oraz jeździe konnej,  zaś mojej siostrze na nauce zaklęć. Co prawda czasem się spotykaliśmy, ale było to dosyć żadko i jakoś inaczej. Mam na myśli, że moja siostra coraz bardziej zamykała się w sobie. Teraz już wiem czemu.
Któregoś razu mój ojciec ciężko zachorował. Wielu medyków z całego kraju nie widziało co mu dolega. Jedyne co byli w stanie stwierdzić to, że kilka lat życia. Ojciec chciał coś przekazać mnie i mojej siostrze. Gdy przybyła do zamku i zasiadła razem ze mną przy łożu naszego ojca, on przekazał nam nowinę. Wiedział, że zostało mu kilka lat życia, więc postanowił oddać mi koronę. Oboje byliśmy zaskoczeni, ale moja siostra nie cieszyła się z tego. Uciekła z zamku. Chciałem za nią pobiec ale ojciec mnie wstrzymał. Przez następne miesiące ciężko ćwiczyłem oraz uczyłem się etykiety, polityki, ekonomi i innego nudnych rzeczy. Stanowczo wolałem ćwiczyć z Joshuą. Zwłaszcza, że nigdy nie wygrałem z nim w uczciwej walce. Nadszedł jednak dzień mojego pierwszego zwycięstwa. Mimo iż początek przepowiadał moją rychłą porażke, ja nie miałem najmniejszego zamiaru się poddać. Powstałem z ziemi a Joshua na mnie zaszarżował. Szybki unik i cios w plecy zapewnił mi upragnione zwycięstwo. Natychmiast pobiegłem pochwalić się ojcu. Kiedy wbiegłem do komnaty, a była ona bardzo długa, zobaczyłem moją siostrę przy ojcu. Z początku ucieszyłem się, ale kiedy tylko podszedłem bliżej... Amande okazała się królobójczynią. Gdy wyciągnęła sztylet z piersi króla, wszystko było dla mnie jasne. Jedyne co zobaczyłem tuż przed jej zniknięciem to te same oczy, które widziałen wtedy w lesie. Oczy pełne obłędu i wściekłości. Obiecałem sobie w tamtej chwili, że wyciągnę ją z tego. Muszę jeszcze dopaść tą druidkę za to, co zrobiła mojej siostrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz